Bordowy kolor przytłaczał, czułem się z nim bardzo źle, nawet zielony, nikle przebijający się przez tę krwistą czerwień, nie był w stanie ożywić tego przeraźliwego koloru. Ale najgorsze było że raniłem, ale nigdy nie robiłem tego umyślnie!
Często zdarzało mi się płakać, bo jestem brzydki, bo ranię, bo nikt mnie nie potrzebuje.
Czułem się tak samotny, niechciany.
Mokłem w deszczu, spiekałem się w słońcu lub marzłem w wietrze, zawsze sam jeden.
Ale któregoś dnia pojawił się On.
Na mój widok westchnął z zachwytem, podziwiał mnie przez dłuższy czas, aż poczułem się zawstydzony. Wziął mnie do domu, pięknego domu w którym pachniało miłością i ciastkami, było tak ciepło. Ale w tym wszystkim najpiękniejszy był On, mój wybawca, ten któremu pierwszemu się spodobałem. Codziennie patrzył na mnie z niezmiennym zachwytem, powtarzając że jestem piękny. Po kilku dniach moja czerwień zaczęła ciemnieć, a On smutnieć. Patrzyłem na niego niezrozumiale. Przestałem mu się podobać?
Jeszcze tego samego dnia zabrał mnie gdzieś gdzie zapanowała ciemność. Nie widziałem go długo, byłem smutny, zelżałem trochę i stałem się bardziej kruchy.
Ale nie na darmo wciąż miałem nadzieję. Po długim czasie, którego długości określić nie potrafię, znów zapanowała jasność. Znów Go zobaczyłem! Patrzył na mnie z tym samym podziwem i zachwytem to wtedy gdy pierwszy raz się spotkaliśmy, znów czułem się zawstydzony, ale byłem też wypełniony szczęściem i miłością. teraz znów jesteśmy razem, widzę go każdego dnia i zawsze spogląda na mnie z pasją powtarzając jaki jestem piękny, a ja jak bardzo go kocham.
by Panda
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz